Płaszcz to jedno z takich ubrań bez których w naszej strefie klimatycznej ani rusz. Od lat poszukuję idealnego, wymarzonego, płaszcza skrojonego (dosłownie i w przenośni) odpowiednio do moich potrzeb i charakteru. Czy taki płaszcz istnieje? Czy lepiej iść w ilość czy w jakość? Co sezon rozważam na nowo ten ważki problem i nie dochodzę do żadnego rozwiązania. A szafa puchnie...
Co roku poszukuję płaszcza idealnego i co roku dochodzę do tego samego wniosku - taki płaszcz nie istnieje. Albo po prostu na niego nie trafiłam. Być może chodzi także o zachłanność - niektórym starcza jeden lżejszy, klasyczny płaszcz na jesień i drugi, wełniany, bardzo ciepły na arktyczna zawieruchę, która zaczyna się u w naszej strefie klimatycznej około stycznia. Ale gdy się tak dobrze zastanowić to dobrze jest mieć w szafie także puchowy płaszcz do ziemi, kiedy temperatura spada poniżej - 15 stopni. Ale, ale... A zwykła wiatrówka ortalionowa, gdy deszcz zacina, albo chcemy ubrać się mniej zobowiązująco? Przydałby się także męski płaszcz dwurzędowy, kiedy mamy ochotę pokazać męską stronę kobiecej natury. I oczywiście peleryna lub ponczo. To już sześć wieszaków w naszej szafie.
Później idzie z górki. Bo klasyczny trencz fajnie by było mieć w dwóch wersjach kolorystycznych - beż i czerń. I bezpiecznie także posiadać jakiś płaszcz w mocnym kolorze - w końcu to najlepszy sposób na zaklinanie pogody i lepszy humor. Militarny przy ciele i obszerny, o kroju bombki... etc, etc.
W tym sezonie zamierzam się ograniczać. Peleryna (a właściwie dwie) w szafie już wisi, płaszcz z wielbłądziej wełny posłuży jeszcze kolejną jesień i zimę. Puchówki nie zmierzam kupować, wolę ubrać na siebie 10 swetrów. Zostaje na liście klasyczny trencz i wiatrówka. To tylko mała piątka. Nie jest źle.
Modnie
Płaszcz idealny...
26 września 2011Autor: Ewa Kosz
Zdjęcia: materiały prasowe / H&M, Zara, LPP, Marks & Spencer, Net-a-porter.com











