Juan Carlos Rodriguez Morante urodził się w Madrycie w 1986 roku. Tam też postanowił zerwać z karierą tancerza na rzecz projektowania. Studia ukończył z wyróżnieniem, dzięki czemu mógł przedstawić swoją premierową kolekcję na Modafad podczas tygodnia mody w Barcelonie. Jego audiowizualne dzieło "Emotional addicts" dostało wtedy główną nagrodę, a sama Franca Sozzani (redaktor naczelna włoskiego Vogue'a) wybrała kolekcję do finału "My own show" w Mediolanie.
W lutym bieżącego roku ΜΟRAΝΤE zaprezentował kolekcję "Los Amados" ("Ukochani") podczas 53. edycji Cibeles Madrid Fashion Week. Pokaz miał miejsce w zatłoczonej starej kamienicy niedaleko słynnej madryckiej dzielnicy Chueca i został uznany przez dziennikarzy za jeden z najlepszych podczas całego tygodnia. "Ukochani" to kolekcja mody męskiej. W jej stylistyce wyraźnie widać hiszpańskie korzenie projektanta. Śmiałe połączenie iberyjskich tradycji lat 40., doskonałych tkanin i wspomnień z osobistych wycieczek projektanta. Jego wizja współczesnego mężczyzny-chłopca jest dość niekonwencjonalna, ale w końcu za świeżość spojrzenia na modę ceni się młodych projektantów.
Kilka pytań do projektanta:
Co myślisz o współczesnej hiszpańskiej modzie?
MORANTE: Przede wszystkim podziwiam Cristobala Balenciagę, ale również rodzime marki Mango czy Inditex, które eksportują swoją modę na cały świat. Fascynuje mnie w nich wysoka jakość ubioru, szycie na miarę, ale przede wszystkim doceniam również świetny zmysł marketingowy tych właśnie marek.
Czy uważasz, że na hiszpańskim rynku jest miejsce dla projektantów takich jak Ty
M: Pewnie. Myślę, że wszędzie znajdzie się miejsce dla designerów takich jak ja, którzy wprowadzają odrobinę urozmaicenia i nowych pomysłów do branży modowej. Jestem zadowolony z pozytywnego odzewu medialnego mojej twórczości, mam też już pierwszych klientów. Niemniej najtrudniej jest stworzyć własną przestrzeń, swego rodzaju niszę. Bez ciężkiej pracy nic raczej nie wyjdzie.
Twoje plany na najbliższą przyszłość?
M: Stworzyć własne atelier, które będzie miejscem spotkań z klientami. Przestrzeń wypełnioną współczesną sztuką artystów, których uwielbiam, jak np.: Nicolas Santos.
Pracujesz dla hiszpańskiej edycji "V magazine". Czy działania w charakterze stylisty nie kłócą się z twoimi projektanckimi aspiracjami?
M: Z pozoru może się wydawać, że nie da się tego pogodzić. W moim przypadku w ogóle się to nie sprawdza. Jest to dla mnie świetna szkoła, a to, że jestem projektantem, pomaga mi w mojej pracy stylisty i odwrotnie - wprowadza ciekawe elementy do mojej pracy projektanta. Poza tym uwielbiam pracę ramię w ramię z fotografem.
Czym najczęściej się inspirujesz?
M: Głównie kinem i fotografią, chociaż ostatnio słuchanie oper wpływa dopingująco na moją kreatywność. Generalnie jednak wyobrażam sobie charakter osoby, potencjalnego odbiorcy, jego motywacje i zainteresowania, to wystarczy.
Twój aktualnie ulubiony model?
M: Oriol Lopez z Barcelony.
Ulubiony trend na teraz?
M: Jestem dość zmęczony vintage. Dlatego myślę, że nadszedł czas, by odpuścić sobie przeszłość i wreszcie spojrzeć w przyszłość.











